Abp Tadeusz Gocłowski
Krajowy Duszpasterz Konferencji Episkopatu Polski ds. Ludzi Pracy

1. Pragnę rozpocząć moje refleksje od przywołania dzieła ewangelizacji podjętego przez Jezusa Chrystusa w relacji św. Marka: „Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,14-15). „Wierzcie w Ewangelię”. Słowa te uczyniłem zawołaniem mojego biskupiego posługiwania. Dlaczego Chrystus tak powiedział: „Wierzcie w Ewangelię”? Zawierzyć Chrystusowemu nauczaniu to znaczy pójść za Chrystusem. Nie wystarczy słuchać. Trzeba uwierzyć, zawierzyć.

W Ewangelii nie ma niczego, co można by zakwestionować od strony piękna, humanizmu, miłości, dobroci. Ale to za mało ulegać fascynacji Ewangelią. Trzeba uwierzyć, że to jest Droga, Prawda, Życie. Problem współczesnych chrześcijan, choć, nie tylko chrześcijan współczesnych (ale nas to głównie interesuje) polega na tym, że Ewangelia pozostaje jakby na zewnątrz w stosunku do nich. Oni są skłonni komentować Ewangelię wychodząc z własnej wizji i własnych ocen świata, który nas otacza, zjawisk, które w nim występują. Więc nie chodzi tu nawet o brak znajomości Ewangelii (choć z tym też są kłopoty). Chodzi głównie o wewnętrzną akceptację ewangelicznych treści. Ta wewnętrzna akceptacja sprawia, że Ewangelia staje się bardzo czytelna, zrozumiała, a jej próba omijania jest przejawem braku życiowej logiki. Ale, by tak było, trzeba „nowej ewangelizacji”. Jawi się dla nas szczególne zadanie, gdyż tytuł naszej refleksji jest doprecyzowany stwierdzeniem „ewangelizacja w życiu społecznym”, a więc akcent został położony na wymiar ponadindywidualny. Opatrzność pozwoliła mi przyjąć święcenia biskupie w Gdańsku dokładnie tysiąc lat po przyjęciu święceń biskupich przez Świętego Wojciecha. Przypomnę, że Biskup Pragi – Patron Polski i Patron Gdańska przyjął święcenia biskupie w 983 r. Tę samą Ewangelię, którą głosił w Gdańsku Wojciech biskup Pragi, głosimy również dziś, ale jakżeż w odmiennych niż on warunkach. Więc co to jest nowa ewangelizacja? To ta sama ewangelizacyjna praca, ale połączona, albo uwzględniająca współczesne „znaki czasu”, w określonym kontekście historycznym na polskiej ziemi. Jest to jednak ta sama Ewangelia. Co w tym dziele jest elementem niezmiennym? Godność człowieka, którego Bóg do końca umiłował, ale człowieka w jego integralnej wizji, a równocześnie człowieka żyjącego we wspólnocie małżeńsko-rodzinnej i we wspólnocie państwa. Czas nasz, mierzony datą wydania encykliki Leona XIII Rerum novarum i aktualnym rokiem przełomu wieków i tysiącleci jest niestety czasem zamachu tak na człowieka, jak i na wspólnotę państwa. Nie będziemy omawiać zjawisk, które określamy pojęciem zamachu na człowieka i na państwo, bo to wszyscy mamy w świadomości. I tu jawi się Kościół ze swoim dziełem ewangelizacji. Leon XIII przestrzega, a jego następcy, potwierdzając nauczanie Leona XIII, analizują bieżące wydarzenia lub też – jak to czyni w swych encyklikach społecznych Jan Paweł II – wyprowadza wnioski z tragicznych wydarzeń.
Sięgnijmy po wypowiedź Jana Pawła II. Najpierw przywołajmy to niezwykłe zestawienie sytuacji sprzed stu laty, która niemal jest odtworzeniem problemów naszych: „Nowe postępy w przemyśle i nowe metody produkcji, zmiana stosunków między przedsiębiorcami a pracownikami najemnymi, napływ bogactw do rąk człowieka przy równoczesnym zubożeniu mas, wzrost zaufania pracowników we własne siły i – w konsekwencji – ściślejsza łączność między nimi, nade wszystko pogorszenie się obyczajów sprawiły, że walka społeczna zawrzała”. To jest równocześnie i cytat z Rerum novarum (n. 97) i cytat z Centessimus annus (n. 5), a także przywołanie sytuacji, którą znamy, choć w zupełnie innym kontekście w Polsce czasu liberalizmu ekonomicznego może lepiej: gospodarki wolnorynkowej – po upadku centralistycznej gospodarki polskiego komunizmu. Jan Paweł II stwierdza, iż „istotną treścią encykliki (Leona XIII) jest właśnie głoszenie zasadniczych wymogów sprawiedliwości w ówczesnej sytuacji gospodarczej i społecznej” (CA 5). Leon XIII ukazał swym nauczaniem, uwzględniając nowe sytuacje, trwały wzór postępowania Kościoła, który wypowiada się na temat ludzkich sytuacji indywidualnych i wspólnotowych, narodowych i międzynarodowych, analizując zjawiska społeczne i wskazując kierunki rozwiązywania aktualnych problemów. Papież Jan Paweł II nazywa to nową ewangelizacją, której współczesny świat pilnie potrzebuje. Należy to do istotnych elementów społecznej nauki Kościoła i jest wskazywaniem słusznej drogi wśród wielkich wyzwań współczesności. Ideologie tracą wiarygodność, a Kościół powtarza dziś, jak sprzed stu laty, iż nie ma rozwiązania kwestii społecznej poza Ewangelią. W jej świetle dostrzegamy prawdę o człowieku i budujemy odpowiedni fundament moralny potrzebny przy rozwiązywaniu kwestii społecznych.


2. Polskie wyzwania. Problemy społeczne, które zawsze mają swe bezpośrednie odniesienie do indywidualnego człowieka a także do społeczeństwa, choć mają swe bardzo zróżnicowane okoliczności, przyczyny, to jednak w skutkach są identyczne. Kościół zabiega o wprowadzenie i utrwalenie ładu społecznego. Jest to spotkanie ewangelicznego orędzia i jego wymogów etycznych z aktualnymi problemami społeczeństwa. Człowiek jest zawsze ten sam i jego fundamentalne prawa należy respektować we wszystkich okolicznościach. Mówimy jednak o zróżnicowanych wyzwaniach jako zjawiskach danego czasu, rzutujących bardzo istotnie na rozwiązywanie trudnych problemów społecznych.
A jakie są te nowe wyzwania w naszej polskiej sytuacji? Wydaje się, że mówiąc „polska sytuacja” trzeba by najpierw przywołać to, co się dokonało w minionych dwudziestu latach. Komunizm i powolne od niego odchodzenie; powolne to znaczy metodą „Solidarności”, nie walka z kimś, ale walka o coś – konkretnie powiedzmy za Janem Pawłem II: „walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego. Wtedy bowiem to życie ludzkie na ziemi staje się „bardziej ludzkie”, kiedy rządzi się prawdą, wolnością, sprawiedliwością i miłością” (Gdynia, 11.VI. 1987). Papież mówił to siedem lat po zainicjowaniu odchodzenia od komunizmu metodą solidarnościową, a dwa lata przed strukturalnym załamaniem się komunizmu nie tylko w Polsce. Ale to jeden aspekt tej „polskiej sytuacji”. Drugi, który trwa aktualnie i to już od dziesięciu lat, to zmaganie się o życie w wolności. Wydaje się, że tu mamy mniejsze sukcesy. A po upadku systemów totalitarnych nie można inaczej żyć jak tylko w wolności łączącej się z poczuciem odpowiedzialności i to nie tylko osób indywidualnych, co jest oczywiste. To są te nasze nowe wyzwania. Ale zatrzymajmy się krótko przy wolności. Najpierw sięgnijmy po istotne założenia chrześcijańskiej antropologii. „Bóg stworzył człowieka istotą rozumną, dając mu godność osoby obdarzonej możliwością decydowania i panowania nad swoimi czynami” (KKK 1730). Rozumność, wolność i odpowiedzialność, to wszystko w człowieku dopełnia się i wzajemnie warunkuje. Wolność zakłada z jednej strony konieczność zakorzenienia w Bogu, w Jego przekazanym człowiekowi akcie stwórczym i dopełnionym w Przykazaniach, ładzie etycznym. Ale jest też i druga strona tej samej sprawy. Człowiek musi nieustannie uwalniać się od wszystkiego, co go zniewala, a co ma wpływ na zachowanie człowieka również w jego relacjach z innymi. Mówił o tym Jan Paweł II w tych dniach do polityków. Polityk musi się uwalniać od siebie samego, by mógł dobrze służyć społeczności. Co to za ważne stwierdzenie! Polityk, paraliżowany przez własny egoizm, przez swoją nieomylność, nie liczący się z krytyczną oceną, dokonującą się w demokratycznym systemie przestaje być wolny, a więc i skuteczny. Tu nie chodzi już o własną karierę, ale o wspólnotę, którą reprezentuje.
Sięgnijmy po Katechizm Kościoła Katolickiego, który stwierdza: „Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym. Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w służbie dobra i sprawiedliwości” (n. 1733). To ważne stwierdzenie. W wypadku działalności politycznej trzeba określić to pojęcie jako „roztropną troskę o dobro wspólne państwa”. I jeszcze jedno zdanie z Katechizmu: „Wolność czyni człowieka odpowiedzialnym za swoje czyny w takiej mierze, w jakiej są one dobrowolne. Postęp w ocenie, poznanie dobra i asceza, zwiększają panowanie woli nad czynami” (n. 1734). Zacytujmy Ojca Świętego tym razem za motu propria, w którym Jan Paweł II ogłosił patronem polityków św. Tomasza Morusa (31.X.2000): „prawda musi poprzedzać władzę”. Te nasze refleksje o wolności spróbujmy odnieść do tekstu z 2 Listu św. Pawła do Koryntian: „Pan zaś jest Duchem, a gdzie jest Duch Pański tam jest wolność” (3,18). Św. Paweł fascynuje się wolnością i wprost stwierdza: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1), byśmy chlubili się wolnością dzieci Bożych (por. Rz 8,21)”.


3. Powróćmy do polskiej sytuacji, bo, choć niekiedy dostrzega się tendencję do przesunięcia akcentu na inne środowiska europejskie, to historia dobrze odnotuje punkt zwrotny w walce z systemem totalitarnym. Wiek dwudziesty zaskoczył nas swoimi wydarzeniami, nacechowanymi wyjątkowym okrucieństwem, ale również i takim zespoleniem sił, które pozwoliło ludzkości zatrzymać się na krawędzi totalnej zagłady. Szczegółowy opis tych wydarzeń jest przedmiotem opracowań monograficznych. Fenomenu „Solidarności” nie można odrywać od politycznych, kulturowych, ekonomicznych, społecznych układów, jakie w dekadzie lat 80. zaistniały w Europie i świecie. Mówiąc o tym nie zamierzam akcentować jednych a nie dostrzegać drugich ani określać wielkości ich wpływu na kształtowanie się sytuacji w świecie w ostatnim ćwierćwieczu. My ludzie wierzący wiemy, że losami świata kieruje Opatrzność. Nie zapominamy jednak również o ludzkiej wolności, poprzez którą człowiek jest współtwórcą dobra, ale także sprawcą dramatów, których nigdy w historii rodziny ludzkiej nie brakowało. Przebiegłość systemu komunistycznego polegała na tym, że głosił on hasła, które miały mu zjednać ludzi pokrzywdzonych. Tu pewnie trzeba się dopatrywać przyczyn pierwszych sukcesów, zwłaszcza w carskiej Rosji, ale nie tylko. Hasłowości i pewnego rodzaju „idealizmowi” komunistycznemu trzeba przypisać akceptację jego haseł w kręgach nie tylko robotniczych, ale i intelektualnych, zwłaszcza krajów zachodnich. Ideologia komunistyczna nigdy nie znalazła szerszej akceptacji w polskim społeczeństwie. Do odrzucenia tej ideologii przyczynił się sowiecki imperializm, który wraz z hitlerowskimi Niemcami pozbawił Polskę suwerennego bytu państwowego w 1939 r. Sprzeciw ze strony społeczeństwa polskiego był zawsze jednoznaczny. Wyrazem tego były protesty społeczne, zwłaszcza pracownicze i reakcja na nie władz komunistycznych. W tych warunkach rodziła się „Solidarność” narodu. Można powiedzieć, że ruch ten, sięgając korzeni głębokiego patriotyzmu Polaków, opierając się na chrześcijańskim systemie wartości, korzystał z doświadczeń dziewiętnastowiecznych zrywów wolnościowych, a także z idealizmu i bezkompromisowości w obronie Ojczyzny czasu drugiej wojny światowej czy też z późniejszej walki w okresie PRL. Byłoby nieprawdą, gdybyśmy powiedzieli, iż ruch ten był ideowo jednolity. Był ideowo zróżnicowany. Nadrzędną jednak wartością była wolność, respektowanie praw człowieka i praw narodu oraz pragnienie odrzucenia paraliżującej naród hegemonii sowieckiej w służbie której pozostawali rodzimi komuniści. Naiwnością byłoby twierdzenie, że Polacy pragnęli osiągnąć wszystkie te cele równocześnie. Nie zasklepiali się oni tylko do widzenia swoich spraw, czego dowodem jest apel skierowany do robotników innych państw komunistycznych. Był to przejaw solidarności ze wszystkimi, którzy znaleźli się w sytuacji podobnej do naszej. U fundamentów tego ruchu pozostawały postulaty wolnościowe: wolny związek zawodowy, wolność słowa, wolność od represji politycznych, wolność inicjatyw gospodarczych i wreszcie zagwarantowanie praw pracowniczych. Skupienie się wokół tych postulatów świadczy o tym, jak wielki był duch w narodzie, który umiał dostrzec właściwą hierarchię wartości, nie pomijając postulatów gospodarczych. To wprowadziło w autentyczne zdumienie świat, który dostrzegł, iż silniejszą od broni może się stać solidarność w obronie praw człowieka i praw narodu. I w tym momencie trzeba wyraźnie stwierdzić, iż ideowość tego ruchu opierała się zdecydowanie na wartościach chrześcijańskich. To nie tylko wyeliminowało jako zasadę walkę krwawą, ale ściśle łączyło ten zryw z Kościołem, który stworzył przestrzeń wolności dla „Solidarności” również gdy chodzi o jej działalność organizacyjną, pozostającą poza prawem w PRL. Dlaczego przywołujemy te wydarzenia, które mają już charakter historyczny? Nie tylko historyczny! Etos „Solidarności” musi pozostać jako jeden z elementów tworzących współczesny klimat. Mówiąc dziś o tym: dwadzieścia lat po wydarzeniach sierpniowych, gdy okres tych dwudziestu lat dzielimy na dwa okresy: 10 lat walki i 10 lat kształtowania wolnego, suwerennego i demokratycznego państwa musimy jedno sobie powiedzieć. Nie zmarnowaliśmy tamtego zrywu z roku 1980, ale też nie zmarnowaliśmy dziesięciu lat wolności. Nie było łatwo odrzucić system. Wymagało to ogromnych ofiar: więzienie, śmierć wielu Polaków, w tym księży. Trzeba było podjąć ogromny wysiłek, by nie tylko zmienić system polityczny i gospodarczy. Nade wszystko, my Polacy – ale nie tylko Polacy – musimy zmieniać, przekształcać naszą mentalność i wreszcie uświadomić sobie, iż to przekształcanie wymaga wielu ofiar, a także czasu. I myślę, że jeżeli mówimy dziś o nowych wyzwa¬niach, to właśnie to jest jednym z najtrudniejszych. Zastanawiamy się nad tym, jak się to stało, że właśnie tu w Polsce, na Wybrzeżu mogły się zrodzić inicjatywy, które zmieniły kierunek ludzkich dziejów? Tysiącletnia więź z Ewangelią, wpływ wybitnych osobowości Ojca Świętego i Kardynała Wyszyńskiego, obecność życia Kościoła w środowiskach pracowniczych, głęboki patriotyzm i nadrzędna wartość jaką była zawsze dla Polaków wolność – to wszystko przyczyniło się do wytworzenia klimatu w którym rodziła się „Solidarność” i sięgała po zwycięstwo.
Ale jeśli dziś o tym mówimy to pragniemy czynić odniesienia do współczesności. Społeczeństwo w chwili próby zdawało egzamin. Osobną sprawą jest postawa społeczeństwa dziś. Krytyczna jest sytuacja gospodarcza dużej części Polaków. Dotyczy to zwłaszcza środowisk wiejskich. Trudna jest sytuacja materialna społeczeństwa sfery budżetowej: nauczycieli, pielęgniarek. To są fakty i trzeba temu systematycznie zaradzać. Trzeba brać w obronę rodziny zwłaszcza wielodzietne. Ale czy to musi się łączyć z tęsknotą za systemem zniewolenia? Za dawnymi zasadami organizacji państwa i społeczeństwa, a także z niedostrzeganiem pewnych nurtów ideowych, u podstaw których pozostają te same laickie wizje człowieka? Czy jest możliwe, by ludzie tamtego systemu mogli zmieścić się w strukturach państwa, pozostającego w służbie społeczeństwa o określonej tożsamości, wypracowanej przez wieki nie tylko kręgu chrześcijańskiej Europy, ale również w ścisłej więzi z Kościołem? Pytania te stawiamy sobie, bo chcemy wspólnie budować wolną Ojczyznę, która nie tylko nie oderwie się od korzeni z których wyrośliśmy przed tysiącem lat, ale również od tych wartości, które wspominamy w dwudziestą rocznicę Sierpnia.


4. Nowa ewangelizacja to nade wszystko reewangelizacja oraz autoewangelizacja i to w wymiarach indywidualnych ale i społecznych. Człowiek musi znaleźć w Kościele przestrzeń już nie politycznej wolności, ale przestrzeń obrony poniekąd przed sobą samym: przed złym użyciem swej wolności, przed zmarnowaniem wielkiej historycznej szansy dla narodu. O jaką tu szansę chodzi? Wielkim wyzwaniem dla Kościoła nie jest istnienie różnych prądów ideowych, bo z taką sytuacją Kościół zawsze się spotykał w swej historii. Sprawą zasadniczą jest stosunek chrześcijan, katolików do tych prądów, zwłaszcza do ludzi, którzy reprezentują określone nurty ideowe: nie polityczne, lecz ideowe, których wcielanie w życie może zachwiać polską tożsamością. Mamy wiele powodów, by pozytywnie oceniać stan religijności Polaków. Podstawę do tego dają badania statystyczne dotyczące uczestnictwa we Mszy świętej niedzielnej, uczestnictwa w katechezie szkolnej i sakramentalnej katechezie parafialnej, liczby powołań kapłańskich i zakonnych, wieku polskiego duchowieństwa, liczby polskich misjonarzy, a nawet stanu moralnego naszych małżeństw i rodzin (myślę np. o liczbie zawieranych małżeństw sakramentalnych). Ale czy to rzeczywiście jest tak dobrze z polskim katolicyzmem w wymiarze życie społecznego? Czy przekonania religijne mają swe odniesienie do etosu w życiu publicznym, gospodarczym ...? Pytanie to stawiają sobie sami duszpasterze. Czy rzeczywiście jest tak dobrze z polskim katolicyzmem, skoro polskim katolikom nie jest obojętne niebezpieczeństwo zmiany ustawodawstwa choćby w dziedzinie obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci? A takie niebezpieczeństwo jest uzasadnione jeśli dojdzie do władzy większość parlamentarna, która wyraźnie deklaruje swój krytyczny stosunek do aktualnego ustawodawstwa broniącego życie nienarodzonych jeszcze dzieci. Polscy katolicy zdają się oceniać kształt sceny politycznej abstrahując od etycznych poglądów polityków. Jaki więc jawi się następny, poza obroną poniekąd przed samym sobą o czym przed chwilą wspomnieliśmy? Ewangelizacja w życiu społecznym musi rozpocząć się od troski o kształt polskich sumień: to musi być nieustanna formacja sumień. Dzieło nowej ewangelizacji jest dziełem całego Kościoła. Tu świadomość zagrożeń musi towarzyszyć biskupom, kapłanom, ruchom i stowarzyszeniom katolickim. Walka o człowieka, walka o kształt narodu musi się łączyć z wielką kulturą w relacjach międzyludzkich. Krytyczna ocena poglądów człowieka, w żadnym wypadku nie może łączyć się z brakiem szacunku dla samego człowieka. Jest rzeczą oczywistą, że klimat tolerancji w stosunku do osób reprezentujących groźne założenia ideowe nie wynika z akceptacji tych poglądów, ale z chrześcijańskiego stosunku do człowieka. Tu trzeba przywołać jednoznaczne słowa Jana Pawła II wypowiedziane w Sopocie: „Nie ma przyszłości człowieka i narodu bez miłości, bez tej miłości, która przebacza, choć nie zapomina, która jest wrażliwa na niedolę innych, która nie szuka swego, ale pragnie dobra dla drugich; tej miłości, która służy, zapomina o sobie i gotowa jest do wspaniałomyślnego dawania. Jesteśmy wezwani do budowania przyszłości opartej na miłości Boga i bliźniego. Do budowania „cywilizacji miłości”. Dzisiaj potrzeba światu i Polsce ludzi mocnych sercem, którzy w pokorze służą i miłują, błogosławią a nie złorzeczą i błogosławieństwem ziemię zdobywają. Przyszłości nie da się zbudować bez odniesienia do źródła wszelkiej miłości, jakim jest Bóg” (5 czerwca 1999). To jest fundamentem w dziele ewangelizacyjnym i to w wymiarze społecznym. Potrzebna jest jednak większa świadomość, dotycząca zagrożeń w życiu publicznym. Dramat polega na tym, że wielu polskich chrześcijan przykłada większe znaczenie do sytuacji ekonomicznej niż do zasad etycznych. Przy tym bezkrytycznie pozytywnie ocenia się wizje prezentowane przez polityków, kojarząc ich obietnice z minionym czasem pewnego materialnego egalitaryzmu ekonomicznego. Jest to niewątpliwie pozostałość mentalności minionego czasu.
Powróćmy po tych uwagach do problemu odnowy czy wprost formacji źle ukształtowanych sumień. Odnowa nie jest tu adekwatnym określeniem. Nowe czasy domagają się nowego człowieka. A nowe czasy to nade wszystko wolność i umiejętność życia w wolności. Dotyczy to oczywiście, wszystkich, ale jednak nade wszystko tych, którzy uczestniczą w organizowaniu życia publicznego, a utożsamiają się z katolickim widzeniem życia indywidualnego i społecznego. Papież stwierdza: „Sama zmiana struktur społecznych, ekonomicznych i politycznych – choć ważna – może się okazać niewykorzystaną szansą, jeśli nie stoją za nią ludzie sumienia” (Jan Paweł II, Przemówienie do biskupów polskich, Rzym, 2.VI.1998). Wolność może prowadzić do innych form zniewolenia, które obciążają sumienie. Człowiek wówczas niemal nie kontroluje swych czynów, sądów, decyzji. Głos sumienia, głód prawdy, głód absolutu – to istotne sprawdziany funkcjonowania człowieczeństwa. Formacja sumienia winna zmierzać do tego, by np. aktywność polityczna dokonywała się w prawdzie, sprawiedliwości, miłości i poszanowaniu godności człowieka i miała na celu wzrost dobra wspólnego, a nie samozadowolenie, które nie musi się utożsamiać z tym dobrem. Jest sprawą niezwykle ważną, by chrześcijanie dostrzegali płaszczyzny ludzkiej aktywności bardziej zagrażające, gdy chodzi o sumienie, co wcale nie oznacza tendencji do nieobecności chrześcijan w tych dziedzinach (por. Christifideles laici, n. 42). Milczenie w tej dziedzinie jest wyciszaniem ludzkiej wrażliwości. To musi się łączyć ze stałą formacją, a nie tylko sporadycznym zabieraniem głosu przez Kościół przy szczególnych okazjach. Sprawą niezwykle ważną jest przekazywanie pełnego depozytu wiary i jasnych zasad moralnych. Szersze wykorzystanie Katechizmu Kościoła Katolickiego jest ważnym postulatem. Czy wystarczająco wykorzystujemy środki społecznego przekazu będące w dyspozycji Kościoła, a także struktury poza kościelne na które mają wpływ wierni. Nie należy się też lękać dialogu z przedstawicielami tej części społeczeństwa, która prezentuje laickie poglądy, ale ten dialog musi być dobrze przygotowany. Profesjonalizm jest tu ważnym postulatem. Bronić się trzeba przed prezentowaniem własnych poglądów, które nie są poglądami Kościoła w dziedzinie ekonomicznej. Solidne studium Katolickiej nauki społecznej, zwłaszcza nauczania społecznego Jana Pawła II jest koniecznością. Nie wolno prezentować nauczania Kościoła w sposób wybiórczy, kierując się sytuacją towarzyszącą danemu kontekstowi politycznemu, np. w encyklice Laborem exercens Jan Paweł II wyraźnie określa rolę związków zawodowych, których działalność, jak pisze, „wkracza niewątpliwie w dziedzinę „polityki” rozumianej jako roztropna troska o dobro wspólne. Równocześnie jednak zadaniem związków nie jest uprawianie „polityki” w znaczeniu, jakie się powszechnie nadaje temu słowu dzisiaj. Związki nie mają charakteru „partii politycznych” walczących o władzę i nie powinny podlegać decyzjom partii politycznych, ani też mieć zbyt ścisłych związków z nimi. W takiej bowiem sytuacji łatwo tracą łączność z tym, co jest ich właściwym zadaniem, to znaczy zabezpieczenie słusznych uprawnień ludzi pracy w ramach dobra wspólnego całego społeczeństwa, stają się natomiast narzędziem dla innych celów” (LE 20). Pozwoliłem sobie zacytować dość długą wypowiedź Ojca Świętego z encykliki, którą opublikował prawie dwadzieścia lat temu 14 września 1981 r. Sześć lat później, w roku wizyty Ojca Świętego w mieście, w którym zrodziła się Solidarność Jan Paweł II, po przeanalizowaniu trudnych problemów społecznych w tym również „grzechu” i „struktur grzechu”, które wynikają z egoizmu i krótkowzroczności, które prowadzą do błędnych rachub politycznych i nieroztropnych decyzji gospodarczych – podał definicję cnoty solidarności, która jest „mocną i trwałą wolą angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich” (SRS 38).
Czy my dzisiaj, mówiąc o tym wszystkim poruszamy się w sferze utopii czy realizmu? Autor tak rozumianej utopii, Tomasz Morus, został ogłoszony patronem polityków i ludzi władzy, od których kompetencji, ale nade wszystko wierności zasadom etycznym zależy także ład ekonomiczny. Zacytujmy raz jeszcze Jana Pawła II, który stwierdza: „przeszkody stojące na drodze rozwoju nie są przeszkodami jedynie porządku ekonomicznego, lecz zależą od najgłębszych postaw, które dla ludzkiej osoby przedstawiają wartość absolutną. Dlatego można oczekiwać, że ci, którzy w takim lub innym wymiarze są odpowiedzialni za „życie bardziej ludzkie” wobec innych, czerpiąc lub nie czerpiąc natchnienia z wiary religijnej, w pełni zdają sobie sprawę z pilnej konieczności przemiany postaw duchowych, które określają stosunki każdego człowieka z sobą samym, z bliźnim, ze wspólnotami ludzkimi (...) a także z naturą, na mocy wyższych wartości, takich, jak dobro wspólne lub (...) pełny rozwój „całego człowieka i wszystkich ludzi” (SRS 38).

Źródło: Ogólnopolska Rada Ruchów Katolickich, Znak nadziei dla świata i Kościoła. II Kongres Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich, Warszawa 2001