Bp Piotr Libera, Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski,

Referat wygłoszony na spotkaniu kapłanów odpowiedzialnych za ruchy i stowarzyszenia katolickie w diecezjach.
Warszawa, Sekretariat KEP, 3 grudnia 2003 r.
1. W czasie Nieszporów uroczystości świętych Piotra i Pawła w Bazylice Watykańskiej, Jan Paweł II ogłosił adhortację apostolską "Ecclesia  in Europa", będącą podsumowaniem Synodu Biskupów Europy z 1999 roku. W blisko 150-stronicowym posynodalnym dokumencie Ojciec Święty analizuje problemy Starego Kontynentu i Kościoła w Europie. Stwierdza, że czas w którym żyjemy "wydaje się porą zagubienia". Wśród jego przejawów jest "zagubienie chrześcijańskiej pamięci i dziedzictwa", "praktyczny agnostycym i indyferentyzm religijny". Europejczycy "sprawiają wrażenia żyjących bez duchowego zaplecza i niczym dziedzice, którzy roztrwonili dziedzictwo otrzymane od historii". Nic więc dziwnego, że pojawiają się próby nadania Europie oblicza "wykluczającego dziedzictwo religijne", karmione "ożywczymi sokami chrześcijaństwa". Europejska kultura sprawia wrażenie "milczącej apostazji" człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał (Ecclesia in Europa, 9). Pojawia się pokusa budowania miasta ludzi bez Boga czy wprost przeciw Niemu (5).

2. Papież jednak nie zatrzymuje się na tej smutnej diagnozie sytuacji, ale wskazuje także "znaki nadziei". Wśród nich wymienia w numerze szesnastym adhortacji ruchy kościelne! Oto słowa Jana Pawła II: "Wyrażając moje ogromne uznanie dla życia i działania różnych apostolskich stowarzyszeń i organizacji, a szczególnie Akcji Katolickiej - równocześnie pragnę wraz z Ojcami Synodalnymi podkreślić istotny wkład, jaki w komunii z innymi środowiskami kościelnymi, a nigdy w izolacji, mogą wnieść nowe ruchy i wspólnoty kościelne. Te ostatnie bowiem pomagają chrześcijanom żyć bardziej radykalnie według Ewangelii; są kolebką różnorodnych powołań i rodzą nowe formy konsekracji; rozwijają przede wszystkim powołanie osób świeckich i pozwalają mu wyrażać się w różnych środowiskach życia; sprzyjają świętości ludu; mogą nieść Dobrą Nowinę i napomnienie tym, którzy w inny sposób nie spotkaliby się z Kościołem. Często wspierają wysiłki ekumeniczne i otwierają drogi dialogu międzyreligijnego; stanowią środek zaradczy na rozprzestrzenianie się sekt; są ogromną pomocą w szerzeniu w Kościele ożywiania i radości".
W przytoczonym fragmencie adhortacji "Ecclesia in Europa" znajdujemy dwa ważne dla nas elementy, mianowicie: ogromne uznanie ze strony Ojca Świętego dla życia i działania ruchów kościelnych, które w komunii z innymi środowiskami Kościoła wnoszą cenny wkład w budowanie duchowego oblicza Europy, oraz określenie konkretnych obszarów oddziaływania ruchów na europejskich chrześcijan.

3. Obok numeru 16, mamy jeszcze dwa inne fragmenty w omawianej adhortacji, które wskazują pośrednio na rolę ruchów kościelnych w Europie.
W punkcie 41 Jana Paweł II pisze o wkładzie ludzi świeckich w życie Kościoła na kontynencie europejskim. Jak wiemy, to przede wszystkim wierni świeccy tworzą tą rzeczywistość, którą określamy mianem ruchów i stowarzyszeń kościelnych. Świeccy odgrywają niezastąpioną rolę w głoszeniu i służbie Ewangelii nadziei, gdyż za ich pośrednictwem Kościół jest obecny w różnych sektorach świata, jako znak oraz źródło nadziei i miłości.
Należy się uznanie działalności świeckich chrześcijan, czytamy w adhortacji "którzy często w ukryciu zwyczajnego życia, pełnią pokorną posługę objawiając w ten sposób miłosierdzie Boże tym, którzy żyją w ubóstwie; winniśmy być im wdzięczni za odważne świadectwo miłości i przebaczenia - wartości, które ewangelizują rozległe horyzonty polityki, rzeczywistości społecznej, gospodarki, kultury, ekologii, życia międzynarodowego, rodziny, oświaty, życia zawodowego, pracy i cierpienia" (41).
Pisząc o strukturach Europy, Ojciec Święty wspomina także o konkretnym wkładzie współ-czesnego Kościoła dla naszego kontynentu, stającego się "unią" państw i narodów. Jednym z przejawów udziału Kościoła w tym procesie jest obecność chrześcijan odpowiednio uformowanych i kompetentnych w różnych instancjach i instytucjach europejskich. Chrześcijanie ci mają się przyczyniać, z po-szanowaniem dla prawidłowych procesów demokratycznych i poprzez konfrontację propozycji - do nakreślenia europejskiego współistnienia, w którym istniałoby większe poszanowanie każdego człowieka (por. 117).

4. Warto sobie w tym miejscu uzmysłowić prawdę o tym, że zadania, które Papież w adhortacji wyznacza dla chrześcijan w Europie, są równocześnie zadaniami, jakie stają dziś przed ruchami kościelnymi. Nie chodzi tu przecież o jakieś indywidualne działania jednostek, ale o przemyślane wspólnotowe działania chrześcijan zjednoczonych w wierze, nadziei i miłości. Tylko takie bowiem dojrzałe, odważne i dalekowzroczne inicjatywy wspólnotowe chrześcijan mają szansę przynieść owoc, opierając się potężnej fali obojętności i laicyzacji. Aby sprostać temu zadaniu ruchy kościelne muszą kształtować u swoich członków dojrzałą wiarę, pozwalającą im na krytyczną konfrontację z obecną kulturą proponującą wartości sprzeczne z orędziem Ewangelii. Rolą ruchów będzie umiejętne wpływanie na środowiska lokalne, kulturowe, ekonomiczne, społeczne i polityczne, celem wydobywania wspólnych, integrujących je zasad i wartości. Może się to odbywać np. na drodze ukazywania, że jedność między członkami Kościoła katolickiego i innymi chrześcijanami jest silniejsza od wszelkich więzów etnicznych. Rolą ruchów będzie przekazywanie z radością wiary młodym pokoleniom. Pomyślmy np. o spotkaniach Taize, o współorganizowaniu światowego dnia młodzieży, czy regularnej wymianie grup młodzieżowych w ramach wakacyjnych spotkań formacyjnych. Cenną rzeczą będzie włączenie się ruchów w promocję kultury chrześcijańskiej, zdolną ewangelizować kulturę jako taką. Ewangelizacja kultury musi pokazać, że również dzisiaj w tej Europie można żyć pełnią Ewangelii jako drogi, która nadaje sens istnieniu.
W kontekście współczesnego społeczeństwa, zamkniętego często na wymiar nadprzyrodzony, dławionego postawą konsumpcyjną, padającego łupem dawnych i nowych idolatrii, a zarazem spragnionego czegoś, co przekracza tymczasowość - zadanie, jakie czeka ruchy kościelne w Europie jest wymagające i jednocześnie porywające. Polega ono na odkryciu na nowo poczucia tajemnicy i sacrum. Wszak my chrześcijanie jesteśmy ludźmi tajemnicy, która osłania misterium Emmanuela, Boga z nami, Boga, który w osobie Jezusa idzie pośród nas, towarzysząc w pielgrzymowaniu przez ziemię. Rolą ruchów będzie zatem także ustawiczne przypominanie europejczykom, że wspólnota nie będzie spójna, jeżeli ograniczy się tylko do wymiarów geograficznych i gospodarczych, gdyż musi przede wszystkim opierać się na zgodności wartości, które wyrażą się w prawie i w życiu. Ruchy będą w ten sposób częścią owej żywej pamięci, która będzie przypominała obywatelom zjednoczonej Europy o ich duchowych korzeniach wyrastających w zasadniczej mierze z dziedzictwa chrześcijańskiego. Świadczy o tym chociażby jeden znamienny fakt: aż 94% dóbr kulturalnych Europy, to obiekty związane z chrześcijaństwem - katedry, klasztory, sanktuaria. Znamienne są tu słowa wielkiego J.W. Goethego (1749-1832), który mimo swej laickości uznawał, że Europa zrodziła się z pielgrzymowania, a jej ojczystym językiem jest chrześcijaństwo.
"Europa potrzebuje jakościowego skoku w uświadomieniu sobie swego duchowego dziedzictwa" - stwierdza w zakończeniu omawianego dokumentu Jan Paweł II i wyjaśnia, że Ewangelia "jest znakiem nowego początku; jest zaproszeniem dla wszystkich - wierzących i niewierzących - do wytyczania nowych dróg, które prowadzą do ´Europy ducha` i do uczynienia z niej prawdziwego ´wspólnego domu`". Także i w tym punkcie, setki tysięcy członków ruchów kościelnych, jeśli będą żyli w praktyce duchowością wspólnotową mogą włączyć się urzeczywistnianiu tego ideału nakreślonego przez Jana Pawła II, a zarazem ideału tak bliskiego trzem Ojcom zjednoczonej Europy (Schuman, de Gaspari, Adenauer).
Według Jana Pawła II Kościół katolicki, a więc i działające w jego łonie ruchy, mogą też wnieść jedyny w swoim rodzaju wkład w budowę Europy otwartej na świat, nie zamykającej się w sobie. Kościół katolicki jest bowiem wzorem istotnej jedności w różnorodności wyrazów kultury, świadomości przynależności do wspólnoty uniwersalnej, która zakorzeniona jest we wspólnocie lokalnej, ale nie ogranicza się do niej. W tej perspektywie także ruchy kościelne w swej działalności powinny akcentować bardziej to, co łączy, niż to co różni. Należymy przecież - jak to kiedyś słusznie zauważył kardynał Schonborn z Wiednia do najstarszej na świecie instytucji globalnej, którą jest Kościół. Skoro tak jest, chrześcijanie nie mogą zatem zamykać się nawet (!) w granicach jednego kontynentu, bo muszą być otwarci na Kościół w wymiarach całego globu.

5. W świetle przesłania, jakie niesie adhortacja "Ecclesia in Europa" oraz w perspektywie rychłej już integracji naszego kraju z Unią Europejską (1 maja 2004r.), warto postawić sobie także dziś pytanie o zadania, które stoją przed ruchami i stowarzyszeniami kościelnymi w Polsce?
Rozszerzenie Unii o dziesięć nowych krajów jest szansą na przyniesienie Europie nowych sił i nowego impulsu duchowego. Nie może zabraknąć polskich chrześcijan w toczącej się batalii o "europeizację Europy", czyli o powrót do tych wartości, które legły u jej fundamentów. Nie może przeto zabraknąć w tych zmaganiach i ruchów kościelnych. Myślę, że najpilniejszym naszym zadaniem jest teraz czujność i zjednoczenie wysiłków, aby Unia Europejska przyznała się do swej chrześcijańskiej tradycji i dała temu wyraz w Traktacie Konstytucyjnym poprzez wyraźne odniesienie do religii chrześcijańskiej. Jak wiemy prace nad Traktatem weszły w fazę końcową. Obserwujemy nasilenie kontaktów dyplomatycznych. Dla nas, którzy pracujemy na innej "częstotliwości" ważna jest teraz intensywna modlitwa za tych, co tworzą ostateczny kształt Konstytucji Europejskiej, za tych, co negocjują i decydują. Sam Papież wysunął taką intencję modlitewną. Wskazane byłoby, żeby w wypowiedziach, czy publikacjach, ludzi i czasopism związanych z ruchami ten wątek był obecny. Chodzi o nasz chrześcijański lobbing na rzecz Prawdy, której na imię Jezus Chrystus. Musimy się przygotować, bo takiego rodzaju lobbingu będzie potrzeba wiele w przyszłości na płaszczyźnie struktur unijnych. Pamiętajmy, że budowanie prawdziwej jedności Europy jest zadaniem dla obywateli, a nie tylko polityków. W tym procesie nie może zabraknąć katolików znad Wisły. Nie możemy pozwolić, żeby o przyszłym kształcie naszego kontynentu decydowała jedynie wąska grupa wtajemniczonych polityków.

6. Nasza rola w tym względzie - jako swego rodzaju "religijnego prymusa" Europy - jest nie do przecenienia. Chrześcijanie z zachodniej Europy, katolicy należących do różnych ruchów na zachodzie - spodziewają się, że wierzący z Polski w konkretny sposób wesprą ich starania o nadanie Europie bardziej chrześcijańskiego oblicza. Musimy się do tego dobrze przygotować. Nie jest łatwo bowiem poruszać się w europejskiej rzeczywistości, którą charakteryzuje pluralizm, wielokulturowość, a nawet wieloreligijność. Owszem, na wszystko należy patrzeć przez pryzmat naszego doświadczenia, naszej polskiej tożsamości i przeszłości, ale nie wolno patrzeć tylko w tej perspektywie. Twórcza rola ruchów kościelnych w Europie, oznacza wielką szkołę dialogu i zdolności do wzajemnej wymiany darów. To umiejętność uczenia się i słuchania. Kiedyś Ojciec Święty w rozmowie z jednym z dziennikarzy na temat swoich podróży apostolskich, wyznał, że przyjeżdża do nowego kraju nie tyle jako nauczyciel, ale jako uczeń, żeby się uczyć! Myślę, że to ważna wskazówka dla nas, chcących podzielić się z braćmi na zachodzie naszym apostolskim doświadczeniem. Jako odpowiedzialni za ruchy i stowarzyszenia, musimy najpierw sami, a potem pomagać innym - zerwać z dość zakorzenionym stereotypem patrzenia za Zachód, na Unię Europejską, jako na obszar wyłącznie laicyzacji, konsumizmu, wręcz "nowy Babilon". W Europie obecne są - i powstają wciąż nowe - ośrodki duchowego odrodzenia. Owszem, możemy tam wiele wnieść, ale również możemy się sporo nauczyć! Doświadczenia duszpasterskie, inicjatywy ewangelizacyjne, wielu Kościołów lokalnych na Zachodzie, bądź nowych wspólnot i ruchów, mogą w cenny sposób wzbogacić polską religijność i nauczyć skutecznego dawania świadectwa. Kolejne zadanie, to większe otwarcie w ruchach działających w Polsce na wymiar ekumeniczny. Budowaniu jedności europejskiej winno towarzyszyć dążenie do odbudowy jedności podzielonego chrześcijaństwa. Na wielu płaszczyznach chrześcijanie różnych wyznań mogą i powinni działać razem: obrona życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci; ochrona środowiska naturalnego, opcja na rzecz ubogich, czyli posługa miłosierdzia (por. Akcja Caritas Polska: Wigilijna Świeca).
Bardzo byłaby też wskazana obecność przedstawicieli ruchów kościelnych z Polski w samych strukturach unijnych, takich jak Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Parlament Europejski, Rada Ministrów i Komisja Europejska. Wspomniałem już, że zachęca do tego Jan Paweł II w nr 117 adhortacji "Ecclesia in Europa".
Warto w tym kontekście, aby ruchy pomyślały o czekających nas wyborach do Parlamentu Europejskiego. W czerwcu 2004 roku wybierzemy w Polsce 54 naszych reprezentantów do Parlamentu Europejskiego. Umożliwi to ustawa, którą Rząd skierował do Sejmu. Będzie ona określała kryteria dla europarlamentarzysty, zasady i tryb ich wybierania. O mandat deputowanego będzie się mógł ubiegać każdy obywatel, który ukończył 21 lat i przynajmniej od 5 lat na stale mieszka w Polsce lub na terenie innego państwa członkowskiego UE. Prawo zgłaszania kandydatów będą miały partie polityczne i grupy wyborców. Do zarejestrowania list kandydatów trzeba będzie przedstawić co najmniej 20 tysięcy podpisów.

7. Moją refleksję na temat roli ruchów kościelnych w Europie chcę zakończyć odwołaniem się do słowa Bożego, tego zapisanego w szesnastym rozdziale Dziejów Apostolskich. Czytamy tam o św. Pawle, który w czasie swej drugiej wyprawy misyjnej przybył do Troady w Azji Mniejszej i miał widzenie jakiegoś Macedończyka, który błagał go: "Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!" (16,9). Zaraz po tym widzeniu Apostoł i jego towarzysze wyruszyli do Macedonii w przekonaniu, że Bóg wezwał ich, aby głosili Ewangelię mieszkańcom tej krainy. Misjonarze posłuszni woli Bożej opuszczają Azję i przeprawiają się na ląd europejski. Rozpoczyna się zdobywanie Europy dla Ewangelii. Co by jednak było, gdyby Paweł zląkł się nowego wezwania? Gdyby nie posłuchał głosu Ducha Świętego?
Od czasu widzenia Apostoła Narodów upłynie niebawem dwa tysiące lat. Dwadzieścia wieków, w których dzieje Kościoła splotły się z dziejami Europy. Mimo to, spoglądając na duchową kondycję Europy i wczytując się w przesłanie adhortacji "Ecclesia in Europa" - odnosi się wrażenie, że współczesny europejczyk ogarnięty lękiem i nędzą moralną, ponownie woła pod adresem chrześcijaństwa: "Przepraw się do nas ... i pomóż nam!". Podobne wołanie zdaje się kierować do ruchów i stowarzyszeń kościelnych.
Od nas zależy, czy i jak odpowiemy na to wołanie.


Źródło: Rada Ruchów Katolickich. Biuletyn Informacyjny Sekretariatu ORRK, numer 24, 2004

Inspiracje

Orędzie na 33. Światowy Dzień Młodzieży

„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30)

 

Drodzy młodzi,

Światowe Dni Młodzieży 2018 stanowią krok naprzód w przygotowaniu międzynarodowego spotkania, które odbędzie się w Panamie w styczniu 2019 roku. Ten nowy etap naszej pielgrzymki przypada na rok, w którym zwołane jest Zgromadzenie Zwyczajne Synodu Biskupów na temat: „Młodzież, wiara i rozeznanie powołania”. To dobry zbieg okoliczności. Uwaga, modlitwa i refleksja Kościoła będą skierowane na Was, ludzi młodych, z pragnieniem zrozumienia, a przede wszystkim przyjęcia drogocennego daru, jakim jesteście dla Boga, dla Kościoła i dla świata.

Jak już wiecie, postanowiliśmy, aby w tej drodze towarzyszył nam wzór i wstawiennictwo Maryi, młodej kobiety z Nazaretu, którą Bóg wybrał jako Matkę swego Syna. Idzie ona z nami ku Synodowi i Światowym Dniom Młodzieży w Panamie. Jeśli w ubiegłym roku prowadziły nas słowa Jej kantyku uwielbienia: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49) – ucząc nas upamiętniać przeszłość – to w bieżącym roku staramy się słuchać wraz z Nią głosu Boga, który budzi odwagę i daje łaskę konieczną, aby odpowiedzieć na Jego wezwanie: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30). Są to słowa wypowiedziane przez posłańca Boga, archanioła Gabriela, do Maryi, prostej dziewczyny z małej wioski w Galilei.

 

 1. Nie bój się!

To zrozumiałe, że nagłe pojawienie się anioła i jego tajemnicze pozdrowienie: „Bądź pozdrowiona pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,28), wywołały silny niepokój w Maryi, zaskoczonej tym pierwszym objawieniem jej tożsamości i powołania, do tej pory jej nieznanych. Maryja, podobnie jak inne postacie z Pisma Świętego, drży w obliczu tajemnicy powołania Boga, który w jednej chwili stawia ją przed ogromem swego planu i sprawia, że odczuwa ona całą swą małość skromnego stworzenia. Anioł, czytając w głębi jej serca, mówi do niej: „Nie bój się”! Bóg czyta również w naszych sercach. Dobrze zna wyzwania, jakim musimy stawić czoło w życiu, zwłaszcza, gdy stajemy w obliczu decyzji fundamentalnych, od których zależy, kim będziemy i co zrobimy na tym świecie. To „ciarki” jakie odczuwamy, gdy mamy do czynienia z decyzjami dotyczącymi naszej przyszłości, naszego stanu życia, naszego powołania. W takich chwilach jesteśmy wzburzeni i ogarnia nas wiele lęków.

A Wy, ludzie młodzi, jakie żywicie obawy? Co was najbardziej niepokoi w głębi serca? W wielu z was istnieją obawy „drugoplanowe”, że nie jesteście kochani, lubiani, nie akceptowani takimi, jakimi jesteście. Dziś jest wielu młodych, którzy mają poczucie, że muszą być inni od tego, czym są w rzeczywistości, próbując się dostosować do często sztucznych i nieosiągalnych standardów. Nieustannie dokonują retuszowania swoich wizerunków, chowając się za maskami i fałszywymi tożsamościami tak, że sami niemal stają się “fake’iem”. U wielu z nich mamy do czynienia z obsesją na tle otrzymywania jak największej liczby „polubień”. I z tego poczucia nieadekwatności rodzi się wiele obaw i niepewności. Inni lękają się, że nie znajdą bezpieczeństwa emocjonalnego i zostaną sami. W wielu, w obliczu niepewności związanej z pracą, wkracza lęk przed niemożnością znalezienia satysfakcjonującej afirmacji zawodowej, nie spełnienia swoich marzeń. Te obawy są dziś bardzo obecne w wielu młodych ludziach, zarówno wierzących, jak i niewierzących. Także ci, którzy przyjęli dar wiary i poważnie poszukują swojego powołania, nie są rzecz jasna wolni od strachu. Niektórzy myślą: może Bóg chce ode mnie, albo zażąda ode mnie za wiele. Może przemierzając drogę wskazaną mi przez Niego, nie będę naprawdę szczęśliwy, albo nie będę mógł sprostać temu, o co mnie prosi. Inni zadają sobie pytanie: czy podążam drogą wskazaną mi przez Boga, kto może mi zagwarantować, że będę mógł podążać nią do końca? Czy nie ulegnę zniechęceniu? Czy nie stracę entuzjazmu? Czy będę umiał wytrwać przez całe me życie?

W chwilach, kiedy wątpliwości i lęk tłoczy się w naszych sercach, konieczne staje się rozeznanie. Pozwala nam ono uporządkować zamęt w naszych myślach i uczuciach, aby działać w sposób właściwy i roztropny. Pierwszym krokiem w tym procesie prowadzącym do przezwyciężenia lęków jest ich wyraźne określenie, by nie okazało się, że marnujemy czas i energię, padając łupem nietrwałych upiorów pozbawionych oblicza. W tym celu zapraszam wszystkich, byście spojrzeli do swego wnętrza i nazwali wasze lęki po imieniu. Zadajcie sobie pytanie: co mnie martwi, czego boję się najbardziej dzisiaj, w konkretnej sytuacji, której doświadczam? Co mnie blokuje i nie pozwala mi iść naprzód? Dlaczego nie mam odwagi, by dokonać ważnych decyzji, które powinienem podjąć? Nie lękajcie się uczciwie spojrzeć na swoje lęki, uznać je takimi, jakimi są, i zmierzyć się z nimi. Biblia nie zaprzecza ludzkiemu uczuciu strachu ani wielu przyczynom, które mogą go powodować. Abraham się bał (por. Rdz 12, 10), Jakub się lękał (por. Rdz 31,31; 32,8), a również Mojżesz (por. Wj 2,14, 17,4), Piotr (Mt 26,69nn) i Apostołowie (Mk 4,38-40; Mt 26,56). Sam Jezus, chociaż na nieporównywalnym poziomie, także doświadczał lęku i udręki (Mt 26, 37; Łk 22, 44).

„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” (Mk 4,40). Ta reprymenda Jezusa wobec uczniów pozwala nam zrozumieć, jak często przeszkodą dla wiary nie jest niewiara, ale bojaźń. Dlatego dzieło rozeznania, po zidentyfikowaniu naszych lęków, musi nam pomóc w ich przezwyciężeniu, otwierając nas na życie i ze spokojem stawiając czoło wyzwaniom, jakie nam ono przedstawia. W szczególności dla nas, chrześcijan, bojaźń nigdy nie może mieć ostatniego słowa, ale powinna stanowić okazję, aby dokonać aktu wiary w Boga… a także wiary w życie! Oznacza to uwierzenie w zasadniczą dobroć istnienia, które dał nam Bóg, zaufanie, że prowadzi On do dobrego celu przez często tajemnicze dla nas okoliczności i zmienne koleje losu. Jeśli zamiast tego podsycamy lęki, będziemy zmierzali do zamknięcia się w sobie, zabarykadowania się, by bronić się przed wszystkim i wszystkimi, pozostając jakby sparaliżowani. Musimy zareagować! Nigdy się nie zamykaj! W Piśmie Świętym znajdujemy 365 razy wyrażenie „nie lękajcie się”, ze wszystkimi jego odmianami. To jakby powiedzieć, że każdego dnia roku Pan chce, abyśmy byli wolni od bojaźni.

Rozeznanie staje się nieodzowne, w kontekście poszukiwania własnego powołania. Bowiem najczęściej nie jest ono natychmiast jasne czy zupełnie oczywiste, ale rozumiemy je stopniowo. Koniecznego do przeprowadzenia w tym przypadku rozeznania nie należy rozumieć jako indywidualnego wysiłku introspekcji, którego celem jest lepsze poznanie naszych mechanizmów wewnętrznych, aby się umocnić i osiągnąć pewną równowagę. Osoba może stać się wówczas silniejsza, ale pozostaje mimo to zamknięta w ograniczonej perspektywie swoich możliwości i poglądów. Natomiast powołanie jest wezwaniem Boga, a rozeznanie w tym przypadku polega przede wszystkim na otwarciu się na Innego, który wzywa. Jest zatem konieczna cisza modlitwy, aby wysłuchać głosu Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu. Puka On do drzwi naszych serc, tak jak to uczynił z Maryją, pragnąc zawrzeć z nami przyjaźń w modlitwie, mówić do nas poprzez Pismo Święte, obdarzyć nas swoim miłosierdziem w Sakramencie Pojednania, aby stać się z nami jedno w Komunii Świętej.

Ale ważne jest również skonfrontowanie i dialog z innymi, naszymi braćmi i siostrami w wierze, którzy mają większe doświadczenie i pomagają nam widzieć lepiej i wybierać między różnymi opcjami. Młody Samuel, kiedy usłyszał głos Pana, nie rozpoznał go od razu i pobiegł trzykrotnie do Helego, starego kapłana, który w końcu podsunął mu właściwą odpowiedź, jaką należy dać na wezwanie Boga: „Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 9). W waszych wątpliwościach wiedzcie, że możecie liczyć na Kościół. Wiem, że są świetni kapłani, osoby konsekrowane, wierni świeccy, wielu z nich młodych, którzy ze swej strony mogą wam towarzyszyć jako starsi bracia i siostry w wierze. Ożywiani przez Ducha Świętego, będą umieli wam pomóc w rozwikłaniu waszych wątpliwości i odczytaniu planu waszego osobistego powołania. „Inny” to nie tylko przewodnik duchowy, ale także ten, który pomaga nam otworzyć się na wszystkie nieskończone bogactwa egzystencji, jakimi obdarzył nas Bóg. Trzeba otwierać przestrzenie w naszych miastach i wspólnotach, aby wzrastać, marzyć, patrzeć na nowe perspektywy! Nigdy nie traćcie smaku radowania się ze spotkania, z przyjaźni, smaku wspólnego marzenia, pielgrzymowania z innymi. Prawdziwi chrześcijanie nie boją się otwierać na innych, dzielić się przestrzeniami życiowymi, przekształcając je w przestrzenie braterstwa. Drodzy młodzi, nie pozwalajcie, aby przebłyski młodości gasły w mroku zamkniętego pokoju, w którym jedynym oknem na świat jest komputer i smartfon. Otwórzcie na oścież drzwi waszego życia! Niech wasze przestrzenie i wasz czas będą zapełnione konkretnymi ludźmi, głębokimi relacjami, w których możecie dzielić się autentycznymi i realnymi doświadczeniami w waszym codziennym życiu.

 

 2. Maryja!

„Wezwałem cię po imieniu” (Iz 43, 1). Pierwszym powodem, aby się nie lękać jest właśnie fakt, że Bóg wzywa nas po imieniu. Anioł, posłaniec Boga, zwrócił się do Maryi po imieniu. Nadawanie imion jest właściwe Bogu. W dziele stworzenia powołuje On do istnienia każde stworzenie jego imieniem. Za imieniem kryje się pewna tożsamość, która jest wyjątkowa we wszystkim, w każdym człowieku, w tej intymnej istocie, którą do końca zna tylko Bóg. Ta boska prerogatywa została następnie współdzielona z człowiekiem, któremu Bóg zezwolił na nadawanie imion zwierzętom, ptakom, a nawet swoim dzieciom (Rdz 2, 19-21; 4.1). Wiele kultur podziela tę głęboką wizję biblijną uznając w imieniu objawienie najgłębszej tajemnicy życia, znaczenia danej egzystencji.

Bóg wzywając kogoś po imieniu jednocześnie objawia mu jego powołanie, swój plan świętości i dobra, poprzez który osoba ta stanie się darem dla innych i który uczyni ją wyjątkową. I także wówczas, kiedy Pan zechce poszerzyć horyzonty danego życia, postanawia nadać powołanej osobie nowe imię, tak jak to czyni w przypadku Szymona, nazywając go „Piotrem”. Stąd wziął się zwyczaj przyjmowania nowego imienia, kiedy wstępujemy do zakonu, wskazującego na nową tożsamość i nową misję. Boże powołanie, będąc osobistym i niepowtarzalnym, wymaga od nas odwagi, by uwolnić się od ujednolicających schematów myślowych, tak aby nasze życie mogło być rzeczywiście oryginalnym i niepowtarzalnym darem dla Boga, dla Kościoła i dla innych.

Drodzy młodzi, bycie powołanym po imieniu to zatem znak naszej wielkiej godności w oczach Boga, Jego upodobania względem nas. I Bóg wzywa każdego z was po imieniu. Wy jesteście owym „ty” Boga, cennymi w Jego oczach, godnymi szacunku i umiłowanymi (por. Iz 43, 4). Przyjmujcie z radością ten dialog, jaki proponuje wam Bóg, to wezwanie, jakie kieruje On do was, powołując po imieniu.

 

 3. Znalazłaś łaskę u Boga

Głównym powodem, dla którego Maryja nie powinna się lękać, jest to, że znalazła łaskę u Boga. Słowo „łaska” mówi nam o miłości bezinteresownej, nienależnej. Jak bardzo dodaje nam otuchy świadomość, że nie musimy sobie zasłużyć na bliskość i pomoc Boga, przedstawiając wcześniej „program doskonałości”, pełen zasług i sukcesów! Anioł mówi do Maryi, że już znalazła łaskę u Boga, a nie, że ją otrzyma w przyszłości. A samo sformułowanie słów anioła pozwala nam zrozumieć, że boska łaska jest nieustanna, nie jest czymś przemijającym czy chwilowym i dlatego nigdy jej nie zabraknie. Również w przyszłości zawsze będzie nas wspierała łaska Boża, przede wszystkim w chwilach próby i ciemności.

Nieustanna obecność Bożej łaski zachęca nas do ufnego przyjęcia naszego powołania, co wymaga dążenia do wierności, które trzeba ponawiać każdego dnia. Droga powołania nie jest bowiem pozbawiona krzyży: są nimi nie tylko początkowe wątpliwości, ale także częste pokusy napotykane po drodze. Poczucie nieadekwatności towarzyszy uczniowi Chrystusa aż do końca, ale ten uczeń wie, że jest wspomagany łaską Boga.

Słowa anioła zstępują na ludzkie lęki, rozpraszając je mocą przynoszonej przez nie dobrej nowiny: nasze życie nie jest czystym przypadkiem i jedynie walką o przetrwanie, ale każdy z nas stanowi historię umiłowaną przez Boga. Znalezienie „łaski w Jego oczach” oznacza, że Stwórca dostrzega wyjątkowe piękno naszej istoty i ma wspaniały plan dla naszego życia. Ta świadomość nie rozwiązuje oczywiście wszystkich problemów, ani nie usuwa niepewności życia, ale ma moc jego dogłębnego przemieniania. Nieznane, które przyniesie nam przyszłość, nie jest mroczną groźbą, którą musimy przetrwać, ale czasem sprzyjającym, danym nam by żyć wyjątkowością naszego osobistego powołania i dzielić je z naszymi braćmi i siostrami w Kościele i w świecie.

 

 4. Odwaga w teraźniejszości

Z pewności, że łaska Boża jest z nami, wypływa siła posiadania odwagi w chwili obecnej: odwagi realizowania tego, czego Bóg chce od nas tu i teraz, w każdej dziedzinie naszego życia. Odwagi, by przyjąć powołanie, które ukazuje nam Bóg; odwagi, by żyć naszą wiarą, nie ukrywając jej ani nie pomniejszając.

Tak, bo kiedy otwieramy się na łaskę Bożą, to, co niemożliwe staje się rzeczywistością. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31). Łaska Boża dotyka owego „dzisiaj” waszego życia, „porywa” was takimi, jakimi jesteście, ze wszystkimi waszymi lękami i ograniczeniami, ale objawia także wspaniałe plany Boga! Wy, młodzi potrzebujecie poczucia, że ktoś naprawdę w was wierzy: wiedzcie, że Papież wam ufa; że Kościół wam ufa! A wy, ufajcie Kościołowi!

Młodej Maryi powierzono ważne zadanie właśnie dlatego, że była młoda. Wy, ludzie młodzi, macie siłę, przechodzicie przez etap życia, w którym z pewnością nie brakuje energii. Używacie tej siły i energii, aby ulepszyć świat, zaczynając od tego, co najbliżej was. Pragnę, aby w Kościele powierzono wam ważne obowiązki, aby była odwaga pozostawiania wam przestrzeni; a Was proszę: przygotujcie się, aby te obowiązki przyjąć.

Zachęcam was do ponownej kontemplacji miłości Maryi: miłości troskliwej, dynamicznej, konkretnej. Miłości pełnej śmiałości i całkowicie nakierowanej na dar z siebie. Kościół przeniknięty tymi cechami maryjnymi będzie zawsze Kościołem wychodzącym, który wykracza poza swoje ograniczenia i granice, aby sprawić, że otrzymana łaska będzie przeobfita. Jeśli damy się zauroczyć przykładem Maryi, to będziemy konkretnie żyli miłością, która nas pobudza do miłowania Boga ponad wszystko i ponad samych siebie, aby kochać ludzi, z którymi dzielimy nasze codzienne życie. Będziemy też miłowali tych, którzy mogą się nam wydawać niezbyt mili. To jest miłość, która staje się służbą i poświęceniem, szczególnie wobec najsłabszych i najuboższych, która przemienia nasze oblicza i napełnia nas radością.

Chciałbym zakończyć pięknymi słowami świętego Bernarda ze słynnej homilii o tajemnicy Zwiastowania, słowami, które wyrażają oczekiwanie całej ludzkości na odpowiedź Maryi: „Usłyszałaś, Dziewico, że poczniesz i porodzisz Syna; usłyszałaś, że stanie się to nie za sprawą człowieka, ale z Ducha Świętego. Wyczekuje anioł na odpowiedź… Oczekujemy i my, o Pani, na słowo zmiłowania… Dzięki Twemu słowu mamy zostać odnowieni i przywróceni życiu… Tego wyczekuje cały świat, do stóp Twoich się ścielący” (Kazanie 4, 8-9; Liturgia Godzin, tom I, wydanie II Pallottinum 2006, s. 318).

Drodzy młodzi, Pan Jezus, Kościół, świat, oczekują także na waszą odpowiedź na wyjątkowe powołanie, jakie otrzymuje każdy w tym życiu! Kiedy zbliża się ŚDM w Panamie, zachęcam Was do przygotowania się na to nasze spotkanie z radością i entuzjazmem ludzi, którzy chcą wziąć udział w wielkiej przygodzie. ŚDM jest dla odważnych! Nie dla młodych, którzy szukają jedynie wygody i którzy wycofują się przed trudnościami. Czy przyjmujecie wyzwanie?

 

Watykan, 11 lutego, VI niedziela okresu zwykłego, Wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

tlum, st (KAI) / Watykan

 

Chrześcijański kształt patriotyzmu

Wstęp

Ożywienie postaw patriotycznych i poczucia świadomości narodowej, które obserwujemy w Polsce w ostatnich latach jest zjawiskiem bardzo pozytywnym. Miłość ojczyzny, umiłowanie rodzimej kultury i tradycji nie dotyczy bowiem wyłącznie przeszłości, ale ściśle się wiąże z naszą dzisiejszą zdolnością do ofiarnego i solidarnego budowania wspólnego dobra.

Papież Franciszek na Wawelu, 27.07.2016

Panie Prezydencie, Czcigodni przedstawiciele władz,
Szanowni Członkowie Korpusu Dyplomatycznego,
Wasze Magnificencje, Szanowni Państwo,

Pozdrawiam z szacunkiem Pana Prezydenta i dziękuję mu za wielkoduszne przyjęcie oraz uprzejme słowa. Z radością pozdrawiam dostojnych członków Rządu i Parlamentu,